Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Życie zawodowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Życie zawodowe. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 października 2016

Lifestyle: Bo praca projektanta wnętrz lekką i przyjemną jest...



...jak ostatnio dowiedziała się jedna z koleżanek po fachu. W końcu my projektując wnętrza jesteśmy niczym nastolatek przechodzący swoją inicjację z "The Sims" - układamy, rysujemy, kolorujemy, bawimy się, a to, że jest 3:00 i ranek puka do okna? No cóż, w nocy "gra" się lepiej, a odeśpimy rano, w końcu nie musimy wstać o 8 na spotkanie. Narzekanie? Nie, ale boli nas, gdy ludzie uważają naszą pracę za bezstresową, lekką, przyjemną, bez ponoszenia odpowiedzialności za własne decyzje. A o co w tym wszystkim chodzi?

1. O to, że godziny pracy projektanta wnętrz nie są do końca policzalne i określone ramami czasowymi.
Trochę jest tak, że pracujemy pod presją czasu jak w wielkiej korporacji, ale nie zawsze tak się da. Nasza praca nie jest odtwórcza i machinalna, stąd nie zawsze możemy usiąść w fotelu i zrobić coś z biegu. Często odpoczywamy w dzień przeglądając Pinteresta, a tworzymy w nocy z czarną, mocną cieszą w dłoni, a wena nas zaskakuje i nagłe olśnienia przychodzą w bardzo niespodziewanych momentach (np. podczas wypadu do kina). Ciężko przeliczyć projektowanie wnętrz na stawkę godzinową, bo jak określić internetowy research, pracę koncepcyjną, burzę mózgów we własnej, prywatnej głowie lub zakupowy tour po salonach wyposażenia wnętrz...?




2. O to, że nie jeździmy do sklepów, bo nie mamy nic lepszego do roboty, ale po to, aby zobaczyć co w nich nowego, co można zaproponować do projektowanego obecnie wnętrza.
To co na monitorze ma się nijak do rzeczywistości i lepiej obejrzeć odcień płytek na żywo, niż bazować na wirtualnym, podrasowanym w Photoshopie obrazku.
Zestawiamy, sprawdzamy, testujemy, dowiadujemy się, aby potem swoje "odkrycia" przekazać Wam, inwestorom. Wybieramy produkty nie tylko w oparciu o ich "ładność" (chociaż to bardzo istotny element), ale również bazując na ich jakości i praktyczności, aby kafelki w łazience nie odpadły ze ściany za rok.

3. O to, że również się szkolimy, ponieważ nasz zawód jest bardzo dynamiczny.
Ciągle na rynek wchodzi coś nowego, innowacyjnego, lepiej wykonanego. Uczestnicząc w prezentacjach czy spotkaniach możemy zaczerpnąć cennej wiedzy od fachowców i przekonać się o jakości polecanych Wam później produktów. Jest kawa, jest herbata i jedzenie - pogaduchy to również czas w którym wymieniamy się doświadczeniami i wiedzą, aby potem w porę interweniować, gdy "Pan Staszek" przyklei listwy szklane na złym kleju,  ale idzie też za tym wszystkim konkret: nowości, które trafią idealnie w Wasze potrzeby.

4. O to, że nie tylko rysujemy i wymagamy, aby nasza wybujała wizja wnętrza powstała za wszelką cenę, ale jeździmy na inwestycję, aby dopilnować detali i interweniować w porę przy pojawiających się zmianach.
Często zdarza się, że w trakcie realizacji napotykamy problemy, które weryfikują nasze plany i wtedy liczy się refleks, szybka korekta. Nadzór autorski to cenna rzecz, bo macie pewność, że nawet gdy zajdzie potrzeba zmian, my nadal będziemy w stanie Wam pomóc.




5. O to, że nie jesteśmy lekkoduchami i wybieramy ten i ten kolor, lub te i te płytki, bo "są ładne".
Kierujemy się ich praktycznością, odpornością, aby móc polecić Wam coś z czystym sumieniem. Bierzemy odpowiedzialność za to, co polecamy i kreujemy. Bierzemy odpowiedzialność za współpracujące z nami ekipy. Troszczymy się, aby wnętrza były estetyczne, ale i spójne z Waszymi wymaganiami i oczekiwaniami.

6. O to, że starajmy się nie oceniać "ciężkości" pracy innych, póki sami jej nie spróbowaliśmy.
Gdy planujesz wspomóc się wiedzą projektanta wnętrz zrób to z odpowiednim wyprzedzeniem. Projekt to proces, który powstaje przez dłuższy czas i nie jest wypadkową naszej osobistej"zajawki" na marokańskie kafle czy miedziane mozaiki. Telefon oznajmiający, że wizualizacje domu mają powstać za tydzień jest na prawdę nie realny. Projekt nie powstaje na kolanie w przeciągu 10 minut. Potrzebujemy czasu na analizę, rozmowę, przegląd produktów i rozwiązań, które potem jak puzzle składamy w całość.Wspólna rozmowa pomaga nam poznać się lepiej i określić na wstępie czy współpraca będzie owocna; nie zawsze musimy mieć przecież podobne poczucie estetyki.
Nie mamy "wizji" (no, może sporadycznie :D) jak to niektórzy określają, ponieważ wnętrze powinno być zainspirowane użytkownikami. To od Was czerpiemy najwięcej energii i uważnie słuchamy, aby potem pozytywnie zaskoczyć :).




Mam nadzieję, że nie odbierzecie powyższego posta jako "Wielki Postulat Zdegustowanego Projektanta".
Nasz zawód jest stosunkowo "młody" na rynku usług i część osób nie do końca zdaje sobie sprawę z zakresu naszej pracy. Oczywiście nie jest ona fizycznie męcząca, nie jest odpowiedzialna jak chociażby fach lekarza, ale jest potrzebna i dzięki niej dzieje się wiele dobrego. Kreujemy wspólnie z Wami, nie realizujemy tylko swoje wizje. Pomagamy, układamy i zestawiamy, aby było wygodniej, milej i weselej po powrocie z pracy do domu :).

Artur

czwartek, 7 lipca 2016

Lifestyle: Projektant wnętrz na etacie psychologa


Projektant wnętrz to nie tylko „ten pan od kolorów”, który przychodzi na miejsce budowy i pod wpływem swojej wybujałej fantazji wymaga od majstra gruszek na wierzbie. Projektant wnętrz nie jest również nadętym bufonem, który pozjadał wszystkie rozumy i uważa, że nie istnieje nic innego poza jego własną estetyką i gustem. Projektant wnętrz to przede wszystkim osoba, która dzień w dzień poszukuje, analizuje, porównuje, obserwuje. Po co? Aby pomóc zleceniodawcy wybrać najlepsze dla niego rozwiązania, które sprawią, że jego dom będzie azylem, idealnym miejscem do spędzania wolnego czasu i relaksu.
Każdy architekt, chcąc nie chcąc, trochę dorabia na etacie psychologa. Kluczem do sukcesu jest bowiem wyczucie pacjenta, poznanie jego potrzeb, zainteresowań, przyzwyczajeń. Często mamy na to niezbyt wiele czasu, ponieważ – pomimo naszych ogromnych starań – inwestorzy nie mają ochoty (a tym bardziej czasu) na spędzenie z nami tygodnia w swoim domu, aby poddać się wnikliwej analizie okiem architekta. Musimy być czujni, ba, czasem upierdliwi, ale to wszystko dlatego, że często osoba obserwująca z boku – w tym przypadku właśnie architekt – widzi więcej. Inwestor nie zdaje sobie sprawy, że robi pewne rzeczy tak lub inaczej, a stosując konkretne rozwiązanie w kuchni lub łazience możemy mu ułatwić funkcjonowanie. Zdarzają się więc tarcia, dyskusje, zmiany, ale przeważnie prowadzą do optymalnego rozwiązania.


Zauważam ostatnio niepokojącą tendencję w myśleniu klientów, coś w stylu: „Pójdę do projektanta, poczekam na jego pomysły, on w końcu wie najlepiej, co trafi w moje gusta”, ale zaraz – czy naprawdę o to w tym chodzi? Czy warto dać nam wolną rękę, a potem wejść do domu i powiedzieć: „To nie te kolory, to nie te meble, to nie ta estetyka”? Chyba nie tędy droga.
Inwestor powinien na początku projektu chociaż pobieżnie określić swoje oczekiwania, budżet, inspiracje czy choćby klimat, jaki chce uzyskać w swoim domu. To on będzie spędzał w nim większość czasu, nie my. Naszym zadaniem jest dogłębnie wysłuchać, obejrzeć, przeanalizować, dodać coś od siebie i złożyć wszystko do kupy. Domu nie remontujemy co 2 lata, dlatego warto się przed nami otworzyć, określić swoje wymagania. Przeważnie musimy to wszystko od klienta wyciągać. Dobrze zadać pytanie, podpuścić – potraktować inwestora niczym psycholog pacjenta na kozetce. Ta swego rodzaju zabawa ma pomóc w zadowoleniu inwestora, bo to w rezultacie jest dla nas najważniejsze.
Etat psychologa jest niezbędny i wręcz kluczowy w zawodzie architekta. Wiele możemy, a nawet musimy, wyczytać między wierszami – dzięki temu nasz projekt będzie spójny z osobowością inwestora, bo o to chyba w tym wszystkim chodzi. Apeluję jednak do klientów, a nie architektów: odpowiednie wytyczne przed powstaniem projektu i doza zaufania doprowadzą obydwie strony do udanej i owocnej współpracy.
Artur

// Artykuł oryginalnie ukazał się na portalu www.citydesign.pl

(pictures from Pinterest)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...